Na kursach programowania najczęściej padają dwa pytania. Pierwsze to: „Dlaczego tu jest tyle nawiasów, apostrofów, cudzysłowów,…”, drugie to „Czytałem wymagania na junior developera, oni chyba oszaleli, dlaczego są tak wysokie?”. O ile odpowiedź na pierwsze pytanie jest trochę bardziej skomplikowana, o tyle dziś postaramy się wyjaśnić tę drugą kwestię.

Zacznijmy od wymagań. 

Przykładowe ogłoszenie: „Zatrudnie stażystę lub junior developera Front End, wymagana dobra znajomość: HTML5, CSS, JS, Java, Angular, Vue, PHP, biegła znajomość photoshopa, gimpa, corela… Mile widziana znajomość zasad projektowania baz danych, C#, umiejętność tworzenia aplikacji mobilnych. Minimum dwa języki (angielski, francuski) dodatkowym atutem będzie biegła łacina w mowie i piśmie. Dyspozycyjność, gotowość do podróży i oddania nerki”.

Oczywiście specjalnie przesadzam, jednak nie jakoś nadmiernie. Zdarzyły się przykłady kiedy od młodych Front – Endowców wymagano znajomości technologii typowo Back Endowych i to nie raz.  Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta – bo ogłoszenia w 50 proc. piszą ludzie którzy nie mają zielonego pojęcia o programowaniu. Znają kilka modnych pojęć, nazw technologii i opracowują na podstawie tego ogłoszenie, a później odsyłają kandydata do pracujących już w firmie programistów żeby “omówili szczegóły techniczne”.

Ludzie ci, to najczęściej właściciele firm albo managerowie którzy swoje wymagania opierają o… zapotrzebowanie klientów. Parę lat temu brałem udział w planowaniu pewnego przedsięwzięcia, które w założeniu miało dostarczyć młodych programistów na rynek niemiecki. W czasie rozmowy z człowiekiem który miał zleceniodawców zwątpiłem. Zarówno ja jak i drugi programista (obaj z grubo ponad 10 latami w tej branży) spełnialiśmy (łącznie!) 30 proc. postawionych wymagań. Samych gotowych systemów CMS trzeba było znać jakieś 15 do tego języki programowania, obsługę serwerów i generalnie wszystko co się może przydać. Nasz niemiecki kontakt motywował swoją prośbę własnie tym że „o te technologie pytają klienci”.

Rozwiązanie

Moja rada? UCZYĆ się, zdobywać DOŚWIADCZENIE, budować PORTFOLIO i SKŁADAĆ CV z nastawieniem że jeśli spełniacie 40 proc. wymagań to należy próbować. Jak traficie na kogoś kto faktycznie zna się na branży i zobaczy że nie spełniacie wszystkich wymagań, ale macie do tego “smykałkę” i podstawową wiedzę to Was zatrudni, a jak traficie na [CENZURA] to potraktujcie to jako trening umiejętności zdobywania pracy.

Wiecie, mam takie hobby – od czasu do czasu chodzę na rozmowy kwalifikacyjne. Z góry wiem, że nie podejmę pracy na 99 proc., ale po prostu nie chce wypaść „z obiegu”. W końcu zdobywanie pracy to taka sama umiejętność jak każda inna – trzeba ją szlifować. Jasne że zdarzy się, że pośredniczący HR-owiec po prostu źle Was dopasuje i wtedy nie jest winna żadna strona (poza działem HR, ale to temat na osobny wpis). Jednak z doświadczenia wiem że najciężej zdobyć pracę juniora. Opowiem Wam dwie historie moich rozmów kwalifikacyjnych:

Pierwsza miała miejsce w Katowicach. Stanowisko mid dewelopera, pensja w granicy 3-5 tys netto. Przemiła Pani po 3 etapach rozmów telefonicznych (w tym 2 po angielsku) zaprosiła mnie na rozmowę do biura, chodź już w trakcie pierwszej rozmowy powiedziałem że spełniam jakieś 20 proc. ich wymagań. Na miejscu czekał na mnie test, ćwiczenia praktyczne w czasie których dwie osoby spoglądały mi przez ramię i półtoragodzinna rozmowa kwalifikacyjna. W pewnym momencie już miałem na tyle dość że sam podziękowałem.

Druga rozmowa odnosiła się do pracy w Krakowie. Stanowisko seniora (10-12 tys netto). Jedna rozmowa telefoniczna (połowa po polsku, połowa po angielsku), kilka dni później druga z zadaniem praktycznym przez Collabedit. Zadanie banalne, mogłem wybrać nawet język programowania w którym chciałem je napisać. Po dosłownie 5-6 linijkach kodu usłyszałem: „STOP”. Trochę zdezorientowany pytam: „O co chodzi, coś robię źle?” A rekruter na to: „Nie, nie, widzę że idziesz w dobrym kierunku, więc szkoda czasu”. „Chciałbym dokończyć zadanie”. „Po co? Mam Ci sprawdzać średniki? Od tego jest debugger, jak chcesz to masz tą pracę, wpadnij za tydzień podpisać papiery”.

Podsumowanie

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: PORTFOLIO. Jeśli zrobiłeś 100 stron na 4 różnych systemach MVC to raczej dasz sobie radę z piątym – wystarczy krótkie szkolenie w nowej pracy. Problem z juniorami polega na tym że brak im portfolio. W Geek Factory (mojej szkole programowania) zawsze staram się wbić do głowy kursantom jedno – działajcie mądrze. Nie rzucajcie pracy, która dziś daje Wam chleb. Zróbcie kurs, poświęćcie kilka miesięcy, nawet rok… i napiszcie kilka komercyjnych stron. Na umowę o dzieło czy zlecenie. Kurs jest pierwszym krokiem, potem doświadczenie, dopiero potem zmiana pracy. W międzyczasie dorobicie sobie trochę grosza i kurs Wam się zwróci, a ludzi z udokumentowanym doświadczeniem zupełnie inaczej się rekrutuje niż kogoś ze świstkiem papieru na którym jest napisane “tak, ta osoba umie programować”. Ten świstek w 99 proc. przypadków może przydać się tylko jako podkładka do kawy nawet jeśli to tytuł magistra, inżyniera IT.