“W życiu nie ma nic dla tych, którym brakuje odwagi”.

Niedawno przeczytałem ten cytat na Facebooku u mojego przyjaciela. Wydawałoby się, że to kolejne z wielu haseł motywacyjnych, których osobiście nie cierpię. Jednak zmusiło mnie do pewnej refleksji. Mam ponad 30 lat i prowadzę swój biznes. Pracuję przez większość czasu z domu. Skłamałbym mówiąc, że źle zarabiam, a do tego cieszę się dość sporym zakresem wolności. Pijąc poranną kawę i patrząc zza szyby na zaśnieżone i zakorkowane ulice centrum miasta, zastanawiam się, jak ludzie znajdują siłę, by codziennie w taką pogodą gnać do pracy. Też tak kiedyś robiłem, ale wizja powrotu do tego jest dla mnie wręcz odpychająca. Nie zrozumcie mnie źle, nie odbiła mi palma sukcesu, bo do niego jeszcze daleko. Wcale nie pracuję także mniej niż inni, bo przeciętnie spędzam w „domowym biurze” około 60 h tygodniowo. Jednak świadomość tego, że przez większość czasu mogę sam decydować kiedy i co robię, jest wręcz bezcenna.

Zupełnie inaczej postrzegają tę sprawę moi rodzice. Zawsze mówili mi, żebym miał dobrą posadkę z dużą pensją. Studia oczywiście miały być gwarantem tego, jakże nudnego, życia. Własny biznes? Nie mogę powiedzieć, że sprzeciwiali się temu pomysłowi, ale przekonywali mnie, że o wiele bezpieczniejszy jest “etacik”. I od niego zresztą zacząłem swoją przygodę z dorosłym życiem, ale po jakimś czasie odważyłam się i założyłem firmę. Upadła po trzech latach.

Nie było źle, po prostu nie znałem się na tym, bo i skąd? Potem wróciłem do “bezpiecznego rozwiązania” na jakiś czas. Na szczęście ponownie zebrałem się na odwagę i dziś mogę powiedzieć, że nie żałuję. Czy jestem pewny, że odniosę sukces? Nie, wręcz przeciwnie – jestem pewny porażki, ale o tym za chwilę.

Wróćmy do odwagi przy podejmowaniu decyzji o założeniu firmy. Dla moich rodziców i większości ludzi z ich pokolenia to niewyobrażalny krok. Rzucić wszystko i działać na własny rachunek ze świadomością, że co miesiąc możemy po prostu nie mieć wypłaty… Ale tak zostali wychowani i nam przekazali ten lęk. Sam przez długi czas się bałem i nawet dziś czasami się martwię jeśli na koniec miesiąca szykuje się “słabe zamknięcie”. Złapałem się na tym, że pod koniec zeszłego roku pracowałem intensywniej, by móc w grudniu odpocząć. Dzięki temu odłożyłem pieniądze na dwie „wypłaty” do przodu. Większość grudnia przeleżałem leniąc się i oglądając seriale. Jednak świadomość tego, że w tym miesiącu nie wypracowałem żadnego zysku cały czas tkwiła mi w głowie.

Co to wszystko ma wspólnego z edukacją, zapytacie? Otóż dla mnie najcięższą rzeczą było, i chyba nadal jest, nauczenie się innego podejścia do pracy. Przez większość życia wpajano mi, że tylko etat daje bezpieczeństwo. Mam wrażenie, że tak głęboko wryło nam się to wszystkim w psychikę, że nie można się już pozbyć tych iście PRL-owskich zasad. Ale świat się zmienił i musimy z tymi przestarzałymi przekonaniami walczyć. Nowe technologie sprawiają, że gnamy do przodu jak szaleni. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. Skupmy się na chwile właśnie na pozytywach.

Narzędzia ICT sprawiają, że możemy uwolnić się od tradycyjnego modelu pracy na etat. Dziś połowa moich znajomych prowadzi własne firmy. Często siedząc w domu, na kanapie, przez skype albo inny komunikator, ustalają kontrakt z kimś po drugiej stronie globu. To, co było kiedyś nie do pomyślenia, teraz jest oczywistością. Ludzie odkryli, że są bardziej wydajni jeżeli mogą dostosować pracę do swojego życia, a nie na odwrót. Poza tym ryzyko jest dużo mniejsze. Kiedyś, żeby założyć sklep trzeba było znaleźć lokal, najlepiej z magazynem, zgrać logistykę dostawców, zatrudnić ekspedientki, kupić wyposażenie oraz towar… Dzisiaj, jak chcemy coś sprzedawać to stawiamy sklep internetowy, bo coraz więcej osób woli “wyklikać” sobie zakupy i odebrać je od kuriera czy w paczkomacie, niż tłuc się pół miasta do stacjonarnego sklepu.

Żeby być uczciwym muszę przyznać, że nie jest to tak zupełnie proste. Trzeba zebrać trochę wiedzy. Przydatne okaże się także doświadczenie osób, które to już robiły. Znam oczywiście historie ludzi, którym się nie udało z internetowym biznesem. Jednak na każdą porażkę mogę przytoczyć przykład sukcesu. 50% na 50% to zła statystyka? Parę lat temu mówiło się, że 1 na 10 startupów ma szansę przetrwać. Dziś, według moich obserwacji jest pół na pół więc chyba idzie ku lepszemu. Dlaczego tak się dzieje? Właśnie edukacja i odwaga są głównym powodem. Coraz lepiej rozumiemy czym jest własny biznes i jakie obowiązki jego prowadzenie na nas nakłada. Jednocześnie wizja niezależności jest tak kusząca, że nie sposób jej się oprzeć. Co powinniśmy więc zrobić? PRÓBOWAĆ. Absolutnie i bezwarunkowo próbować. Dlaczego? Trzy niepodważalne argumenty za tym przemawiają.

Po pierwsze, każdy może i ma taką możliwość. Dobra, wiele osób pomyśli sobie “stary jesteś programistą, jak Ci nie wyjdzie to znajdziesz pracę w 10 minut”. Fakt, nie będę z tym polemizować, więc nie odniosę się do siebie, ale do mojej byłej kursantki. Możecie to potraktować jako ukrytą reklamę, ale jak ktoś jest negatywnie nastawiony do wszystkiego to niech od razu przestanie czytać ten artykuł.

Kilka lat temu Patrycja była u mnie na kursie tworzenia stron internetowych. Po kursie zaczęła tworzyć strony na zamówienie. Zbudowała także i rozwinęła własny sklep internetowy. Dziś, jako młoda mama pracuje z domu. Ma czas dla swojej rodziny, ma czas na własny biznes, czy to związany ze sklepem czy ze stronami www, i co więcej ma czas, żeby dzielić się wiedzą z innymi. Jakiś czas temu przeprowadziła dwudniowe warsztaty dla innych młodych mam o tym, jak uruchomić własną stronę na popularnym systemie CMS. Kiedy o tym usłyszałem, zaproponowałem jej, żeby zorganizowała taki kurs w ramach Geek Factory, ale ze znacznie obszerniejszym programem. Przedyskutowaliśmy założenia i doszliśmy do wniosku, że fajnie będzie pokazać zarówno aspekty techniczne, jak i biznesowe tworzenia strony www dla własnego biznesu, czyli od czego zacząć, jak dostosować narzędzie do swoich potrzeb, na co zwrócić uwagę i jak nie stracić pieniędzy przez złe decyzje. Na końcu postanowiliśmy, że każdy kursant w ramach zajęć wykona działającą stronę. W ten sposób pod jej eksperckim okiem każdy będzie mógł stworzyć stronę-wizytówkę firmową, blog z informacjami czy nawet sklep internetowy z towarem pod swój biznes.

Oczywiście można zapłacić 2000-3000 zł programiście za wykonanie takiej strony za nas ale i tak zostanie nam mnóstwo nauki jak zarządzać takim biznesem, jak działa pozycjonowanie i konwersja oraz cała lista pozornie dziwnych i niezrozumiałych pojęć do wykucia poczynając od UX i UI po SEO i SEM.

Patrycja jest dla mnie świetnym przykładem na to jak ryzyko się opłaca. Zaryzykowała, poszerzyła wiedzę, zdobyła nowe umiejętności i założyła własny biznes, a dziś dzieli się tą wiedzą z innymi. Co więcej, właśnie wysłała męża na ten sam kurs, od którego zaczynała. Czyli chyba się opłaca uczyć, prawda? 🙂

Po drugie, wspominałem o tym, że jestem pewny porażki mojej obecnej firmy. Raczej nie dziś, raczej nie za rok, bo póki co idzie świetnie. Jestem jednak pewny, że w którymś momencie coś pójdzie nie tak. Wręcz na to liczę. Dziwne? Ludzie zbyt często boją się porażek. Jeden z moich znajomych, którego uważam za człowieka sukcesu powiedział mi kiedyś, że “droga do sukcesu wiedzie przez całe mnóstwo porażek”. Kolejny banał? Może i tak, ale czy człowiek może uczyć się lepiej niż na własnych błędach? No chociaż nie ukrywajmy że jest to zawsze najbardziej kosztowne o czym jak już wspomniałem sam miałem nieprzyjemność się przekonać.

No i dochodzimy do argumentu numer trzy. Świat się zmienia! To nie jest puste hasło, ale fakt. Jakkolwiek byśmy się starali tego nie dostrzegać, unikać, ignorować, to nie zanegujemy tego stanu rzeczy. Zmienia się praca i zapotrzebowanie na pracę. Dziś mamy rynek pracownika, więc tym łatwiej jest zaryzykować, bo w razie czego dużo łatwiej nam wrócić na bezpieczny “etacik”. Ale coraz częściej to ryzyko się opłaca i już nie chcemy już „pracować na kogoś”. Po co komu wkurzający szef, korki rano i głodowa emerytura? Kiedyś historie sukcesu były jednostkowe, dziś wyraźnie widać coraz większy podział między tymi, którzy mają „odwagę” i tymi, którzy dla nich harują. Czy ktoś mógł przewidzieć 20 lat temu, że chłopak z RPA zawstydzi Stany Zjednoczone, Rosję, Europę i Chińczyków deklasując ich w wyścigu kosmicznym? Dziś Elon Musk jest na ustach wszystkich, bo zrobił pierwszy krok na Marsa. A od czego zaczynał? Od firmy internetowej!

Życzę Wam zatem, byście nie bali się inwestować we własną edukację i podejmować ryzyko prowadzenia własnego biznesu.